To pytanie zapewne zada sobie (lub mnie – w komentarzu) niejeden internauta, który zajrzy na mój blog. Ale i ja sobie je stawiam, odkąd zdecydowałam się na ponowny start i rozpoczęłam kampanię wyborczą. To mobilizuje i pozwala zrobić uczciwy bilans czterech lat pracy w Sejmie.
Jak brzmi moja odpowiedź? Ta najprostsza: kandyduję, bo sądzę, że byłam dobrym, pracowitym i skutecznym posłem. I że jestem w Sejmie potrzebna. Z powodu wielu spraw, które udało mi się w Sejmie przeforsować, ale może przede wszystkim tych – zaczętych, a niezwykle ważnych – które koniecznie trzeba doprowadzić do końca. Bo mnóstwo ludzi na to czeka.
Taką inicjatywą, która czeka na uchwalenie, a w którą bardzo mocno się zaangażowałam (byłam współautorką założeń projektu), jest głośna już ustawa o spółdzielniach mieszkaniowych. Wiadomo, że czynsze spółdzielcze są bardzo wysokie w porównaniu np. z tymi we wspólnotach mieszkaniowych. Wydaje się oczywiste, że należy uregulować tę sprawę w taki sposób, by opłaty w spółdzielniach były zgodne z kosztami, jakie są ponoszone w rzeczywistości (pewnie każdy z nas, mieszkańców spółdzielczych blokowisk, wie z doświadczenia, jak to wygląda w praktyce). Dotychczas z powodu sprzeciwu całej opozycji, ale i PSL, nie udało się dokończyć tego projektu, ale wiem że dzięki uporowi części naszych posłów nowa ustawa będzie uchwalona.
Upór to właściwe słowo w kontekście tej ustawy. Nowe przepisy, które chcemy uchwalić, mieszkańców bloków czyni rzeczywistymi gospodarzami – i to jest jej najważniejszy, choć niejedyny, efekt. To jednak czyni ją niebezpieczną dla lobby prezesów spółdzielni, którzy nie bardzo chcą zmian w zarządzanych przez siebie spółdzielniach. Stąd silny opór przed nową ustawą i – nie ukrywam, także presja wywierana na część posłów, którzy o nowe przepisy szczególnie konsekwentnie zabiegają (także nie wszyscy politycy chcą w spółdzielczości zmian, ale to może temat na inną notkę). Jedno jest pewne, jeśli ustawa spółdzielcza ma wejść w życie, ktoś musi tego dopilnować. Ja jej dopilnuję.
Sprawy spółdzielczości, tak mi bliskie, nie były oczywiście jedynymi, którymi zajmowałam się w związku z mandatem poselskim. Cieszę się, że przyłożyłam rękę do takich ważnych ustaw jak np. o przeciwdziałaniu przemocy w rodzinie, emeryturach pomostowych, pieczy zastępczej czy też ustawy o likwidacji identyfikacji podatkowej dla osób, które nie prowadzą działalności gospodarczej.
Nie mniej ważna niż praca w Sejmie, była moim zdaniem, moja działalność społeczna. Powiedzmy to zresztą wprost: interwencyjna. Myślę, że to nie będzie nieskromność, jeśli powiem, że udało mi się pomóc wielu ludziom, którzy z różnych przyczyn znaleźli się w trudnych, życiowych sytuacjach. Nie ma dnia, żeby w moim biurze poselskim nie pojawiła się nowa, ludzka sprawa. Walczę o ludzi, bronię ich przed często nieczułą machiną urzędniczą. Coraz częściej z sukcesem. To poważny bagaż doświadczeń, który grzechem byłoby nie wykorzystać. Tym bardziej, że w połączeniu z mandatem poselskim to doświadczenie przekłada się na realną siłę – możliwość skutecznego reagowania na nieprawidłowości w konkretnych przypadkach i – systemowo - wpływania na kształt prawa tak, by te nieprawidłowości wykluczyć w przyszłości.
Mam świadomość, że bycie parlamentarzystą, a już tym bardziej parlamentarzystą koalicji rządzącej (wierzę, że tak będzie także w kadencji 2011-2015), to jeszcze większa odpowiedzialność i wyzwanie do ciężkiej pracy. Pracy nie tylko w Warszawie, w Sejmie, gdzie głos posła to waga 1/460 decyzyjności w sprawach najważniejszych dla naszego kraju, ale także praca w regionie z którego nas wybrano i w którym żyjemy na co dzień. Z natury jestem osobą zdyscyplinowaną, to też czynnie uczestniczę nie tylko w głosowaniach ale także pracach komisji, gdzie odbywa się główna część pracy poselskiej. Chyba nie skłamię, że w przeciwieństwie do wielu znanych z telewizji kolegów posłów różnych partii, mnie częściej widać na sali obrad i podczas prac komisji, niż w studiach telewizyjnych. Ala ja tak już mam. Lubię czyn, nie przepadam za blichtrem.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego chcę być w Sejmie. Tym powodem jest świadomość, że w polskim parlamencie brakuje nieco niezależności w myśleniu. Coraz ostrzejsze, emocjonalne starcia między partiami, powodują, że ich członkowie się okopują jak żołnierze w transzejach, kolega z innej partii to wróg, a głosowanie zgodnie z przekonaniem i sumieniem ustępuje dyscyplinie partyjnej i logice wojny.
Mnie to przeszkadza. Zawsze byłam i jestem lojalnym członkiem PO. Na Wiejskiej w przeważającej większości spraw zgadzam się z moimi klubowymi koleżankami i kolegami. Ale bywa że mam odmienne zdanie. Tak było np. w ub. roku, przy wyborze kandydata do Trybunału Konstytucyjnego. Moim zdaniem w TK powinni zasiadać najlepsi z najlepszych sędziów, dlatego po zapoznaniu się z dokonaniami kandydata z Krakowa (mniejsza o nazwisko) oraz wysłuchaniu przed Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka, musiałam zagłosować przeciwko swojemu klubowi. Pamiętam po głosowaniach rozmowę z śp. Grzegorzem Dolniakiem, wiceprzewodniczącym klubu, który podszedł do mojej decyzji z dużym zrozumieniem. Na kolejnym posiedzeniu Sejm wybrał innego kandydata. Sądzę, że moja postawa miała na to wpływ.
Odpowiedzi
Trzymam kciuki!
Prawo
chętnie odpowiem na to pytanie
praca posla
miło czytać takie opinie
Sumienność i odpowiedzialność
Tak trzymać
Dobre spoty
Fajny pomysł, żeby prawdziwi ludzie mówili, a nie aktorzy
gratulacje
spoty na youtube
Trochę prywaty
Odpowiedz